| Drodzy czytelnicy! |
 Drodzy czytelnicy!
Wielka różnorodność,
jeżeli chodzi o tematy i kraje – tak można scharakteryzować zawartość tego numeru „Misjonarza”.
Zapraszam więc do wspólnej podróży!
Rozpoczynamy ją na wyspach Papui Nowej Gwinei,
skąd mamy doniesienia o przeżywaniu tamtejszej rzeczywistości,
o pełnieniu służby człowiekowi i Bogu na misjach.
Mimo że teksty pochodzą z tego samego kraju,
jakże różne doświadczenia opisują! Potem na chwilę zatrzymujemy się na Czerwonej Wyspie,
której mieszkańcy m.in.
zmagają się ze skutkami huraganu.
O.
Zdzisławowi Gradowi SVD powierzono tam trudne zadanie zbudowania świątyni.
Na bezkresnych stepach Kazachstanu – dzięki Jerzemu Grzybowskiemu,
dobrze znanemu wszystkim Czytelnikom „Misjonarza” – spotykamy się z ludźmi,
którzy poszukują dobra i prawdy oraz pragną pięknie żyć,
i dlatego – jak zaznacza Autor artykułu – królestwo Boże już jest wśród nich.
Następnie udajemy się do Afryki,
a tam przemierzamy Kraj Dogonów,
Togo i Republikę Południowej Afryki.
Na Czarny Ląd możemy spojrzeć oczami podróżnika,
a także misjonarza snującego refleksje na temat wiary chrześcijańskiej wśród Afrykańczyków oraz misjonarki sercem wsłuchującej się w przeżywanie codzienności mieszkańców RPA.
Potem – wielki przeskok do Ameryki Południowej,
gdzie najpierw mamy krótkie informacje o Brazylii,
a następnie korespondencję z tego kraju,
którego powierzchnia jest prawie 25 razy większa od Polski! I na koniec poczta misyjna z ciekawymi doniesieniami z życia na misjach.
W tej plejadzie krajów i tematów jest kilka wątków wspólnych.
Oprócz tego,
że wszystkie artykuły łączy temat misji,
co oczywiste,
to również wspólne jest pragnienie niesienia dobra w służbie drugiemu człowiekowi,
a tym samym czynienia świata lepszym – ad maiorem Dei gloriam.
Bez zadawania zbędnych pytań,
po prostu: „Niech Pan posługuje się nami”,
jak napisała s.
Dawida Strojek SSpS.
I obyśmy Mu na to wszyscy pozwalali,
gdziekolwiek żyjemy,
pracujemy,
jesteśmy...
Pamiętajmy o misjach w naszych modlitwach.
Pamiętajmy też o dzieciach i młodzieży,
którzy rozpoczynają nowy rok pracy,
aby w zdobywaniu wiedzy,
nie zapominali o nabywaniu mądrości.
Lidia Popielewicz
|
| Niech Pan posługuje się nami |
 Brak czasu,
a często i kłopoty techniczne,
jak również słaby dostęp do internetu przyczyniają się do tego,
że rzadko piszę.
Jednak dziś jest niedziela – czas,
by się trochę wyciszyć i w atmosferze zadumy i modlitwy popatrzeć na rzeczywistość,
która codziennie przynosi wiele niespodzianek,
zarówno tych miłych,
jak i kłopotliwych.
Tu,
w Papui,
jestem dopiero rok,
a mam wrażenie,
że już całe lata.
Jak już kiedyś pisałam,
pracuję z ludźmi zarażonymi wirusem HIV.
Przez kilka miesięcy byłam zaangażowana w poradnictwo indywidualne i testowanie nowych przypadków zarażenia,
co pozwoliło mi lepiej poznać sytuację ogólną i cały proces rozwoju choroby,
a także pomogło zrozumieć ludzi dotkniętych tym wirusem,
cały balast ich problemów i konsekwencji choroby AIDS.
Dawida Strojek SSpS,
Papua Nowa Gwinea
Więcej – w najnowszym numerze „Misjonarza"
|
| Zasiewanie dobra w sercu |
 To już piąty rok,
odkąd wykładam teologię moralną na tutejszej uczelni katolickiej w Bomana.
Nie ma tu większych zmian poza tym,
że liczba kleryków,
stanowiących ponad 90% wszystkich studentów,
zaczęła dość drastycznie spadać.
W 2008 r.
mieliśmy 132 studentów,
w 2009 r.
– 123,
a w tym roku naukę rozpoczęło tylko 109 i nic nie wskazuje na to,
aby ta liczba miała wzrosnąć w przyszłym roku.
Dominujący spadek odnotowuje się wśród kleryków diecezjalnych,
liczba naszych werbistowskich studentów utrzymuje się na tym samym poziomie.
Razem z dwoma studentami z Ghany,
którzy od zeszłego roku studiują tu teologię,
mamy 18 werbistów-kleryków.
Zenon Szabłowiński SVD,
Papua Nowa Gwinea
Więcej – w najnowszym numerze „Misjonarza"
|
| Rok pełen niespodzianek |
 Miniony rok (2009) był bardzo ciekawy,
a jednocześnie pełen niespodzianek.
W styczniu obdarowany zostałem parafią,
co stało się „dodatkiem” do moich innych funkcji i zajęć.
Parafia jest rozległa,
z kilkoma stacjami dojazdowymi,
w których rotacyjnie odprawiam Msze św.
Proboszcz poleciał na dłuższy urlop do Europy,
a ja zawsze chętnie – oprócz moich zajęć w administracji – służę posługą w parafiach,
gdzie nie ma kapłana.
Kilka pierwszych większych celebracji w parafii mamy już za sobą: Wielki Tydzień i obchody wielkanocne,
Droga krzyżowa przez wiele kilometrów w piekącym słońcu z udziałem rzeszy ludzi na zmianę dźwigających ciężki krzyż,
dni młodzieży z pielgrzymką,
modlitwami,
przedstawieniami i tańcami w tradycyjnych strojach.
Ponieważ parafię doglądam z doskoku,
podziwiałem zaangażowanie i organizację lokalnych liderów.
Józef Roszyński SVD,
Papua Nowa Gwinea
Więcej – w najnowszym numerze „Misjonarza"
|
| Czarne chmury nad Czerwoną Wyspą |
 Minęło już kilka miesięcy od mojego powrotu z Polski.
Jak mówię moim znajomym Malgaszom – na nowo stałem się Malgaszem,
oswoiwszy się z tutejszą rzeczywistością misyjną.
To normalna kolej rzeczy,
że misjonarz ciągle musi „się przestawiać” z jednego świata na drugi,
będąc człowiekiem dwóch kultur.
Po raz kolejny przywiozłem z Polski miłe wspomnienia,
również o Przyjaciołach i Dobrodziejach misji.
Po powrocie na Czerwoną Wyspę od razu musiałem stawić czoło problemom narosłym podczas mojej nieobecności oraz odpowiedzieć na prośby o rekolekcje,
spotkania czy celebracje.
Głównym zajęciem stało się rozpoczęcie prac związanych z budową nowego kościoła.
Plany się nieco zmieniły.
Nosiłem się z zamiarem budowy tymczasowej kaplicy dla ułatwienia oficjalnego otwarcia parafii Słowa Bożego,
ale wiele osób zachęcało mnie,
aby jednak rozpocząć budowę kościoła.
I tak się stało.
Zdzisław Grad SVD,
Madagaskar
Więcej – w najnowszym numerze „Misjonarza"
|
| Papieskie intencje misyjne – wrzesień |
|
ABY DZIĘKI OTWARCIU SERC NA MIŁOŚĆ UDAŁO SIĘ POŁOŻYĆ KRES LICZNYM WOJNOM I KONFLIKTOM NA ŚWIECIE,
POWODUJĄCYM ROZLEW KRWI.
W każdym regionie,
na każdym kontynencie codziennie toczą się wojny,
w których giną tysiące ludzi.
Konflikty są nieuniknione,
ale zbyt często ogień i miecz zastępują lekarstwo.
Czy żyć to znaczy walczyć,
jak twierdził Seneka Młodszy? Historia stosunków międzynarodowych pokrywa się w dużej mierze z historią wojen.
Do niedawna to właśnie stan wojny był stanem naturalnym – wielokrotnie rzeczywistość była opisywana jako okres walki przerywany jedynie momentami pokoju.
Współcześnie sytuacja się zmieniła – żyjemy w epoce,
w której względny pokój przerywany jest konfliktami toczącymi się zazwyczaj gdzieś daleko od europejskich granic.
Innymi słowy,
stan braku realnego zagrożenia międzynarodowym konfliktem zaczęliśmy traktować jako coś oczywistego,
naturalnego i niezmiennego.
Czy rzeczywiście tak już pozostanie? Czy wkroczyliśmy właśnie w epokę pokoju? Dużo do myślenia daje nam okres pierwszej dekady XXI w.: 11 września 2001 r.
nastąpił atak na World Trade Center; z kolei 8 sierpnia 2008 r.
rozpoczęły się Igrzyska Olimpijskie w Pekinie i tego samego dnia wybuchła wojna rosyjsko-gruzińska.
Dominika Jasińska SSpS
Więcej – w najnowszym numerze „Misjonarza"
|
| W świetle Słowa: Być sobą |
|
Oto Bóg jest zbawieniem moim! Będę miał ufność i nie ulęknę się,
bo mocą moją i pieśnią moją jest Pan.
On stał się dla mnie zbawieniem! (Iz 12,2).
W 1981 r.
zespół „Perfect” wydał swoją pierwsza płytę,
zwaną popularnie „białą płytą”.
W grudniu tego samego roku został wprowadzony w Polsce stan wojenny.
Zaostrzony reżim policyjny,
prześladowanie i tłumienie wszelkich oznak oporu czy sprzeciwu wobec panującej w kraju sytuacji sprawiły,
że jedna z piosenek z „białej płyty” – „Chcemy być sobą” – stała się swego rodzaju hymnem młodych Polaków.
Wyrażali oni swój bunt,
nosząc oporniki wpięte w koszule i wykrzykując za „Perfectem”: „Chcemy być sobą! Chcemy być sobą wreszcie!”.
Być sobą,
realizować swoje ideały,
pragnienia i aspiracje – było życiowym pragnieniem ówczesnej młodzieży.
Jan J.
Stefanów SVD
Więcej – w najnowszym numerze „Misjonarza"
|
| Katastrofa smoleńska |
 W moich listach donoszę w skrócie o niektórych wydarzeniach z naszej parafii.
Tym razem chciałem opowiedzieć o trudnych doświadczeniach związanych z katastrofą lotniczą,
w której zginęła elita naszego kraju.
W dzień tragedii prowadziłem zajęcia biblijne w krypcie katedry w Moskwie.
Po zajęciach podeszła do mnie młoda dziewczyna z pytaniem dotyczącym tematu zajęć.
Zaraz potem miałem telefon od znajomej siostry zakonnej: „Rozbił się samolot.
Zginął prezydent Kaczyński”.
To co usłyszałem,
było jak grom z jasnego nieba.
Przyjechałem do domu i włączyłem komputer,
aby dostać się do internetu.
Dopiero wtedy zobaczyłem,
kto leciał tym samolotem.
Rodził się we mnie coraz większy żal i przerażenie: tylu wspaniałych ludzi! Wkrótce odebrałem pierwsze wyrazy współczucia od parafian i znajomych.
Okazało się,
że w katastrofie zginął także znany mi osobiście ks.
Ryszard Rumianek.
Opowiadałem o tym ludziom.
Jedna z parafianek,
która ma znajomych w Polsce,
powiedziała: „Ma się takie wrażenie,
jakby cała Polska była w tym samolocie”.
To chyba najtrafniejsze słowa,
jakie usłyszałem o tej tragedii.
Dariusz Pielak SVD,
Rosja
Więcej – w najnowszym numerze „Misjonarza"
|
| Felieton: Uczniowie |
|
To trudne i żmudne zadanie.
Od chwili narodzin aż do śmierci czegoś się nieustannie uczymy.
Najpierw w domu rodzinnym,
począwszy od chodzenia i mówienia,
później w szkole,
w pracy i od innych ludzi.
A także od samych siebie,
bo przecież obdarowani zostaliśmy rozumem,
a więc umiejętnością zadawania pytań i zdolnością samodzielnego myślenia,
wreszcie – dokonywania wyborów.
Słowem – świadomością samych siebie i zdolnością do autorefleksji.
Henryk Jerzmański
Więcej – w najnowszym numerze „Misjonarza"
|
| Królestwo Boże pośród nich |
|
Był wieczór na skraju wsi Kellerowka w północnym Kazachstanie.
Długie cienie naszych postaci kładły się dziesiątkami metrów na stepie.
Poza tymi cieniami – żadnych innych.
Wiadomo: step.
Z daleka zbliżało się stado krów i owiec.
Ogromne stado,
co najmniej kilkaset sztuk.
Dobrze znało drogę do domu.
Mijało nas przez kilka minut.
Pochód zamykał pasterz na koniu.
Rozmawialiśmy przez chwilę.
Od 40 lat każdego ranka wyprowadza bydło na step,
a wieczorem odprowadza do domu.
Jedzie za nim,
z tyłu,
aby żadna z krów czy owiec nie zagubiła się w stepie.
Łatwo bowiem zwichnąć nogę,
np.
w norze wykopanej przez susły,
albo po prostu osłabnąć i zostać.
Pasterz odchylił kurtkę,
a spod niej wysunęły się łepki dwóch owieczek,
dla których droga była jeszcze za długa na przemierzanie na własnych nogach.
W trakcie naszej rozmowy całe stado oddaliło się,
więc pasterz poprawił się w siodle,
schował jagniątka pod kurtkę i ruszył w drogę.
Zdążyliśmy mu jeszcze powiedzieć: „Wszystkiego dobrego,
z Bogiem!”,
na co odpowiedział: „Z Bogiem” i podążył za stadem.
Na zwierzęta już czekali na skraju wsi mieszkańcy.
Każdy chciał odebrać swoje krowy i owce.
Pomyślałem: Jak to jest z Dobrym Pasterzem? Czy tylko prowadzi,
czy raczej idzie z tyłu i pomaga słabszym,
którzy sami nie potrafią iść dalej i mogą się zagubić?
Jerzy Grzybowski
Więcej – w najnowszym numerze „Misjonarza"
|
| U stóp klifu Bandiagary |
|
Na płaskowyżu i równinach położonych wokół 200-kilometrowego urwistego klifu Falaise de Bandiagara,
na południu subsaharyjskiej Republiki Mali,
w pobliżu granicy z Burkina Faso,
rozciąga się tajemniczy Kraj Dogonów (Pays Dogon) – cel wypraw wielu etnologów i zwykłych turystów.
Od dziesiątków lat Dogonowie intrygują świat swymi unikatowymi zwyczajami i wierzeniami.
Pierwszym,
który zbadał i opisał ich zawiłą symbolikę i kosmologię był francuski etnolog Marcel Griaule.
W oparciu o ich wierzenia formułował swe śmiałe hipotezy kosmologiczne von Daeniken.
Naszym przewodnikiem po Kraju Dogonów jest młody Doulou (oczywiście Dogon,
bo tylko współplemieniec może zapewnić bezkolizyjne poruszanie się po tym świecie,
pełnym rozmaitych tabu i zakazów).
Po kilku godzinach wędrówki przez kamienisty płaskowyż stajemy na krawędzi klifu,
skąd karkołomną ścieżką schodzimy do pierwszej wioski dogońskiej Kani Kombolé.
Mamy dwie możliwości noclegu.
Pierwszą – na karimacie na dachu domu,
pod gwiazdami.
Ponieważ jednak afrykańskie noce są zimne,
wybieramy case de passage – okrągłe lub prostokątne,
gliniane domy kryte słomą,
z materacami na pryczach wewnątrz.
Do wiosek dogońskich wciąż jeszcze nie dociera światło elektryczne i dopóki go nie ma,
dopóty wędrówka ma posmak romantycznej przygody.
Zbigniew Hauser
Więcej – w najnowszym numerze „Misjonarza"
|
| Rondonia – Ziemia Obiecana Brazylii |
 Po święceniach kapłańskich w 2006 r.
przybyłem na miejsce mojego nowego przeznaczenia – a właściwie starego,
bo w latach 2002-2004 jako seminarzysta miałem możliwość odbycia w tym miejscu misyjnej praktyki.
Jestem w Brazylii,
w naszej głównej prowincji werbistowskiej,
która swym zasięgiem obejmuje miasto São Paulo i stan,
w którym to miasto leży,
jak również dwie duże parafie znajdujące się w Rondonii – stanie geograficznie przynależącym do Amazonii.
W prowincji tej pracujemy w ok.
20 parafiach.
Pracę ukierunkowują nasze werbistowskie charyzmaty,
w związku z tym do naszych zadań należy m.in.: praca z mieszkańcami ulicy i w mediach,
apostolat biblijny i animacja misyjna,
a także zaangażowanie w ruchu „Sprawiedliwość i Pokój”.
Maciej Suszczyński SVD,
Brazylia
Więcej – w najnowszym numerze „Misjonarza"
|
|
|